O teatrze greckim słów kilka…

Sądzisz, że teatr to bardzo sztywna i tradycyjna instytucja? Ha! Nic bardziej mylnego! Zapraszam na krótki seans obrazujący najważniejsze różnice pomiędzy teatrem dziś, a teatrem antycznym (teatrem w starożytnej Grecji). O teatrze greckim słów kilka…

Skojarzenia z teatrem są oczywiste. Schludny, elegancki strój, sztuka dla ludzi z wyższych sfer, z podtekstem moralizatorskim i sztywny schemat tej sztuki (od strony merytoryczno-technicznej). Teatr jednak ma ogromnie bogatą historię, nierozerwalnie związaną z Grecją.

Warto przyjrzeć się temu, jak sprawa miała się kiedyś. Przenieśmy się zatem tym artykułem, niczym wehikułem czasu w przeszłość. Raz, dwa, trzy…

W Grecji. W IV przed Chrystusem.

O tym, że ojcem założycielem europejskiego teatru był Grecy, nie ma wątpliwości. Rozbieżności pojawiają się wtedy kiedy trzeba dookreślić ramy czasowe. Problematyczne jest ustalenie, kiedy rozbudowane obrzędy religijne stały się już sztuką, a nie tylko mistycznym rytuałem. Przyjęto więc, że narodziny greckiego teatru to VI wiek przed narodzeniem Chrystusa.

Pierwotnie bowiem, teatr był formą rozrywki, połączonej z obchodami święta boga Dionizosa (Dionizje Wielkie i Dionizje Małe). Całe wydarzenie otwierał przegląd teatralny sztuk, odbywający się przez cały pierwszy dzień (a dni było sześć). Następnie nocą kapłani szli z procesją do świątyni i składali w niej ofiary ku czci bóstwa. W trzeci dzień organizowano przegląd chórów (podobnie jak w teatrze, w chórze mogli być wyłącznie chłopcy, lub mężczyźni).

W pozostałe dni miały miejsce widowiska teatralne. Zaczynano komediami (politycznymi, lub społecznymi), a kończono tragediami. Łącznie, podczas całej Dionizji, było około 10 różnych widowisk i spektakli. Obywatele wyłaniali spośród nich zwycięskiego dramatopisarza, fundowano mu wieniec laurowi i spory ekwiwalent pieniężny. Jego sztuka otwierała także następne święto.

Oczywiście udział w święcie, był obowiązkowy dla każdego obywatela polis, a niestawienie się było karane wielodniowym aresztem i obowiązkiem zadośćuczynienia. Co ważne, wszyscy biorący w święcie udział byli tam cały dzień. Od świtu Słońca, do jego zachodu. Otrzymywali oni jednak pieniądze, z tytułu utraconego zarobku.

Ot, Grecji potrafili zachęcić do obcowania z kulturą.

Grecki teatr w Milecie z II w. n.e / Źródło: Creative Commons

Okiem architekta

Teatr jako budowla też nie został rzucony samopas. Nim powstały dobrze nam znane kamienne amfiteatry (teatry na świeżym powietrzu), pierwotnie były to budowle drewniane. Niestety, po pewnym czasie okazały się być niepraktyczne, a nawet zabójcze. Po wyjątkowo głośnym w ówczesnej Grecji, wypadku w Atenach, w których większość świętujących zginęła przygnieciona drewnianą konstrukcją, zaczęto rezygnować z takiej koncepcji, na rzecz kamienia. Odtąd teatry lokowano w sąsiedztwie lub bliskim otoczeniu świątyni i pozostawały tam na zawsze. Zrezygnowano z idei teatru ruchomego.

Sztuki wystawianie na scenie, pierwotnie prostokątnej, z czasem eliptycznej, aż wypracowano nową jakość – owalną orchestrę (gr. plac na którym aktorzy prezentują sztukę). Kamienne ławy do siedzenia pojawiły się długo, długo później. Widzowie siadali na zboczach okalających teatr, lub na przenośnych, rozstawianych tylko na czas święta, drewnianych siedziskach.

Wraz z rozwojem kultury helleńskiej na Półwyspie Bałkańskim, modyfikowano konstrukcję teatru, rozbudowywano scenę, zmieniano ilość – stałych już, kamiennych – ław, korygowano nachylenie stoku. Finalnie jednak wszystkie zmiany nie wpłynęło znacząco na przebieg sztuk. Były to głównie zabiegi kosmetyczne.

Na takie luksusowe, zamknięte wnętrze teatru Grecy nie mieli co liczyć / Creative Commons

Okiem dramatopisarza

Teatr grecki był teatrem wrogo nastawionym zmianom. Wszystkie sztuki bezwzględnie musiałby stosować się konkretnych kryteriów, w innym razie nie zostały by wystawione. Obowiązywała tzw. „zasada trzech jedności”. Jedność czasu, miejsca i akcji. Żadna, ale to żadna z tych trzech zasad nie mogła być złamana (chociaż z czasem łagodniała, ta druga). Najczęściej tłem do sztuki była świątynia, lub pałac, jego dziedziniec, arkady itp.

Było tak bowiem sztuka teatralna musiała się kojarzyć z czymś niezmiernie ważnym i cennym, dla lokalnej społeczności. To co działo się w świątyni, w pałacu, obowiązkowo musiało interesować każdego obywatela. Jedność akcji świadczy o jednowątkowość dzieła. Wydarzenia zmierzają prosto do celu, bez pobocznych, epizodycznych sytuacji. Jedność czasu, mówi o konieczności rozegrania wydarzeń w ciągu jednego dnia.

Nie ukazywano scen krwawych na oczach widowni. A chór informował o tym, co dzieje się na scenie w formie pieśni i zagadek. W greckim teatrze bardzo ważny był motyw boskiej ingerencji w losy ludzi. Gdy pojawiał się tylko jakiś problem, siła wyższa wchodziła do akcji i rozwiązywała go. Dziś powiedzielibyśmy, że deus ex machine (łać. bóg z maszyny) psuje napięcie i rozwiązuje akcję.

Dla Greków było jednak to akceptowalne i nie burzyło ich to, w końcu byli politeistami. Aktorstwo było zajęciem, w którym (podobnie jak w wielu innych, np. w polityce) brać udział mogli wyłącznie mężczyźni i chłopcy). Także role kobiece były grane przed mężczyzn, w tym także – w późniejszym okresie – role o podtekście seksualnym, lub erotycznym (chociaż takich sztuk było bardzo niewiele).

Widząc to, z czym dzień obcujemy, a to, co dotykało Greków, widzimy, że teatr zliberalizował się w bardzo dużym stopniu. Najważniejsza jest przede wszystkim wolność twórcza, która w Grecji była tłamszona, przez odgórnie narzucone wskazania. Oto tak, prezentuje się historia teatru, opowiedziana w kilku akapitach.

Eryk Zywert